Droga do Rdzawki zamieniła się w rzekę brązowej piany. Samochód ratowniczy sunął powoli, a Lena siedziała obok Boruty, czując pod kurtką schowany telefon jak rozgrzany kamień. W kabinie jechał jeszcze Marek, młody strażak, który próbował żartować, ale nikt się nie śmiał.
— Ten magazyn dawno miał być rozebrany — powiedział Boruta. — Prywatny teren. Właściciel mieszka za granicą.
— A kto zgłosił zawalenie? — spytała Lena.
— Anonim.
Słowo zawisło między nimi. Anonim mógł znaczyć wszystko: przestraszonego mieszkańca, szabrownika, kogoś, kto nie chciał zostać znaleziony.
Zielony silos stał na skraju mokradeł, pochylony jak stary strażnik. Obok ciągnęły się zarośnięte tory, a dalej las, poszarpany przez wiatr. Magazyn obok rzeczywiście częściowo się zawalił. Blacha jęczała na podmuchach, a spod niej dochodziło ciche stukanie.
— Słyszeliście? — Marek zamarł.
Stuk. Przerwa. Dwa szybkie stuknięcia.
Kod ratunkowy.
Lena ruszyła pierwsza, ale Boruta złapał ją za ramię.
— Od frontu nie. Konstrukcja może siąść.
Powiedział to dokładnie tak, jak wiadomość Igi: „Nie wchodź od frontu”. Lena poczuła ukłucie podejrzenia.
— Skąd wiesz? — zapytała.
— Bo mam oczy i dwadzieścia lat w terenie.
Obeszli magazyn od tyłu. Deski podłogi były wypaczone, a jedna z nich unosiła się lekko, jakby ktoś od spodu próbował ją podważyć. Marek użył łomu. Pod podłogą zobaczyli wąską przestrzeń, a w niej chłopca może dziewięcioletniego, bladego, z policzkiem umazanym sadzą.
Nie płakał. Patrzył na Lenę z takim skupieniem, jakby czekał właśnie na nią.
— Masz na imię Lena? — zapytał.
Marek zaklął szeptem.
— Kto cię tu zamknął? — Lena uklękła.
Chłopiec podał jej małą drewnianą figurkę kota, wystruganą niezdarnie, ale z troską. Na spodzie były inicjały: I.W.
Iga Wrońska.
— Pani od radia powiedziała, że jak przyjdzie siostra, mam dać kota. I nie mówić panu z blizną.
Lena powoli odwróciła głowę. Boruta stał kilka metrów dalej, rozmawiając przez krótkofalówkę. Na szyi, tuż pod uchem, miał cienką białą bliznę.
Chłopiec złapał Lenę za rękaw.
— Oni wrócą, kiedy opadnie woda. Zawsze wracają po tych, którzy słyszeli sygnał.
W tej samej chwili z telefonu Leny, mimo że miała wyciszony dźwięk, popłynął głos Igi. Głośny, zniekształcony, niemożliwy do ukrycia.
— Lenka, nie ufaj ekipie. Jeden z nich sprzedał mnie do Azylu.
Boruta przerwał rozmowę i spojrzał prosto na nią.