Lena Wrońska nie odbierała nieznanych numerów od czasu, gdy trzy lata temu ostatni telefon od młodszej siostry urwał się w połowie zdania. Tamtej nocy Iga powiedziała tylko: „Nie szukaj mnie w mieście”, a potem w słuchawce został deszcz, szum metalu i krótki trzask, jakby ktoś zgniótł telefon w dłoni.
Od tamtej pory Lena została ratowniczką terenową. Jeździła tam, gdzie inni zawracali: do zalanych piwnic, lasów po wichurach, w góry po turystów, którzy uwierzyli prognozie zamiast niebu. Uczyła się żyć wśród syren, bo cisza była gorsza. W ciszy słyszała Igę.
Nawałnica przyszła nad Dolinę Widm w czwartek o siedemnastej. Zerwała most, zepchnęła autobus szkolny do rowu i wyłączyła prąd w trzech gminach. Lena z ekipą pracowała bez przerwy przez dziewiętnaście godzin, aż świt odsłonił krajobraz jak po wojnie: drogi pocięte przez wodę, drzewa leżące na dachach, domy z otwartymi brzuchami.
Kiedy w końcu usiadła w samochodzie operacyjnym, jej służbowy telefon zapiszczał. Nie połączeniem. Wiadomością głosową.
Numer zastrzeżony. Czas nagrania: jedenaście sekund.
Lena nacisnęła odtwarzanie bez oddechu.
Najpierw był szum. Potem trzask. A potem głos, którego nie słyszała od trzech lat.
— Lenka… jeśli to doszło, znaczy, że burza otworzyła starą linię. Nie przyjeżdżaj sama. Oni pilnują wody.
Telefon wypadł jej z ręki na gumową wycieraczkę. Przez chwilę Lena widziała tylko własne buty ubłocone po kostki i błysk światła alarmowego odbity w kałuży.
To niemożliwe, powtarzała w myślach. Iga nie żyje albo uciekła. Iga nie może wysyłać wiadomości przez martwe nadajniki. Iga nie może mówić o „nich”.
Druga wiadomość przyszła minutę później.
— Jeśli znajdziesz zielony silos przy starym torze, nie wchodź od frontu. Pod podłogą jest dziecko. Ono nie kłamie.
Lena poczuła, jak coś zimnego wpełza jej pod skórę. Zielony silos. Stary tor. Miejsce, gdzie trzy lata temu znaleziono plecak Igi, ale nie ciało.
Kierownik akcji, Boruta, zapukał w szybę.
— Wrońska, jedziemy do Rdzawki. Zgłoszenie: zawalony magazyn przy nieczynnej kolejce.
Lena spojrzała na niego. Na mapie, którą trzymał w dłoni, czerwone kółko obejmowało dokładnie teren starego toru.
— Tam jest silos? — zapytała.
Boruta zmrużył oczy.
— Zielony. Skąd wiesz?
Lena podniosła telefon. Na ekranie pojawiła się trzecia wiadomość, ale nie odważyła się jej odsłuchać przy nim. W jego pytaniu było coś zbyt spokojnego.