O świcie Słona Wola była szara od dymu. Syreny strażackie cięły powietrze, a ludzie stali przed sklepami i patrzyli na las, jakby płonął ich własny dach. Nina pojechała starym autem ojca w stronę szkoły podstawowej, bo tam, jak przypuszczała, mogła znaleźć dziecko z plecakiem. Nie miała planu. Miała tylko głos brata i lęk, że każda minuta zamienia go w echo.
Przed szkołą panował chaos: rodzice odbierali dzieci wcześniej z powodu dymu, nauczyciele kaszleli, a woźny zamykał okna. Nina wypatrzyła lisie uszy naszyte na pomarańczowym plecaku. Należały do drobnej dziewczynki z warkoczami i poważną miną kogoś, kto nie ufa dorosłym.
— Masz na imię…? — zaczęła Nina.
— Tola — odpowiedziała dziewczynka, cofając się. — Mama mówiła, żebym nie rozmawiała z obcymi, nawet jeśli mają smutne oczy.
Nina uklękła, żeby nie górować nad nią.
— Twój plecak jest ważny dla kogoś, kto zaginął. Mój brat powiedział, że widziałaś wejście do Błękitnej Studni.
Tola pobladła. Przez chwilę wyglądała, jakby miała zaprzeczyć, ale wtedy na parking podjechał czarny samochód z logo Aurelia Minerals. Wysiadła z niego elegancka kobieta w piaskowym płaszczu — Marta Siewierska, rzeczniczka firmy, twarz uspokajających konferencji prasowych. Za nią dwóch mężczyzn rozglądało się zbyt uważnie.
— Tolu! — zawołała słodkim głosem Siewierska. — Twoja mama prosiła, żebym cię odwiozła.
Dziewczynka złapała Ninę za rękę tak mocno, że zabolało.
— Moja mama jest w pracy w piekarni — szepnęła. — Ta pani kłamie.
Nina nie czekała. Pociągnęła Tolę między rodziców, przez boisko i dziurę w płocie, którą sama znała z dzieciństwa. Za nimi rozległy się krzyki. Dym gęstniał, a wiatr niósł popiół na miasto jak czarny śnieg.
Ukryły się w opuszczonej lodziarni przy przystanku autobusowym. Tola siedziała na skrzynce po oranżadzie, obejmując plecak.
— Widziałam to w nocy — powiedziała w końcu. — Mój kot, Guzik, uciekł do lasu. Poszłam za nim. Przy starej wieży było jezioro, którego nie ma w dzień. Woda świeciła na niebiesko, a pośrodku stał pan. Miał brodę i mówił do telefonu. Potem przyszli ludzie w maskach i pan wskoczył do wody.
— Mój brat — wyszeptała Nina.
— Nie — Tola pokręciła głową. — On nie utonął. Woda zrobiła się jak szkło, a on był pod spodem. Jak za szybą.
Nina poczuła chłód, mimo że za oknem szedł ogień.
Tola otworzyła plecak i wyjęła coś zawiniętego w chusteczkę. Był to mały metalowy kafelek, niebieskawy, cięższy niż powinien. Na jego powierzchni migotały linie przypominające mapę, ale układały się inaczej za każdym razem, gdy Nina mrugnęła.
— Guzik to przyniósł — powiedziała Tola. — A potem zniknął.
W tym momencie telefon Niny zawibrował. Trzecia wiadomość głosowa. Tym razem Adam ledwie mówił.
— Studnia nie jest miejscem. To pamięć wody. Aurelia znalazła pod lasem komorę, która zapisuje głosy, obrazy, winy. Chcą ją wysadzić, zanim ktoś zobaczy, co zrobili. Jeśli przyprowadzisz dziecko, ono otworzy przejście, ale… nie pozwól im jej dotknąć.
Nagranie urwało się, a potem odezwał się obcy, spokojny głos kobiety.
— Pani Nino, proszę przyjść do nas sama. Inaczej dziewczynka będzie następną wiadomością.