Uciekli przez okno na zapleczu, skacząc na dach niskiego garażu. Lena skręciła kostkę, ale nie wydała dźwięku. Na ulicy stały dwa nieoznakowane samochody. Mężczyźni w ciemnych kurtkach nie przypominali policjantów; byli zbyt spokojni i nie rozmawiali przez radio.
Adam zaprowadził ją do nocnego tramwaju. Siedzieli obok siebie, udając parę wracającą z imprezy. Gdy kontroler przeszedł obok, Adam objął Lenę ramieniem. To był gest praktyczny, maskujący jej drżenie. A jednak przez krótką chwilę Lena poczuła coś wstydliwie ciepłego: nie ratunek, lecz bliskość.
— Czy od początku wiedziałeś, kim jestem? — spytała szeptem.
Adam spojrzał w szybę, gdzie odbijały się ich twarze: jej blada, jego napięta.
— Zatrudniłem się w Latarni, bo szukałem listy dzieci z programu. Nie wiedziałem, że ty jesteś jedną z nich, dopóki nie zobaczyłem twojej bransoletki. Zawsze zakrywałaś nadgarstek.
— Czyli kawa, wiadomości, te wszystkie rozmowy... to też śledztwo?
Milczenie było gorsze niż potwierdzenie.
Lena wyrwała się z jego objęcia. Tramwaj zaskrzypiał na zakręcie. Za oknem miasto wyglądało jak makieta zanurzona w deszczu.
— Potrzebuję dowodu, nie rycerza z ukrytym planem — powiedziała.
— Dowód może mieć kobieta, która zginęła. Nazywała się Mira Łaniewska. Była audytorką. Jeśli mówiła, że wysłała kopię, musiała mieć martwą skrzynkę.
— Skąd to wiesz?
— Bo kiedyś ją kochałem.
To był drugi cios. Lena zaśmiała się cicho, bez radości.
— Wspaniale. Uciekam przed mordercą z mężczyzną, który mnie śledził i opłakuje ofiarę.
Adam przyjął to bez obrony.
— Masz prawo mnie nienawidzić. Ale jeśli Rej wygra narrację, jutro będziesz nie świadkiem, tylko oskarżoną. A pojutrze znikniesz w areszcie tymczasowym albo w klinice.
Lena zamknęła oczy. Przypomniała sobie głos matki: „Nigdy nie pozwól im zrobić z ciebie pacjentki.” Przez całe życie sądziła, że to skutek lęku kobiety, która bała się świata. Teraz rozumiała, że matka bała się konkretnych ludzi.
Na następnym przystanku wysiadła pierwsza. Adam ruszył za nią.
— Dokąd idziesz?
— Do jedynej osoby, która bardziej niż ja nienawidzi Reja.