Lena Wyrzyk nie wierzyła w znaki, choć sama nosiła jeden na obojczyku: nieregularną, czarną bliznę, jakby ktoś przycisnął do jej skóry pieczątkę z rozlanym tuszem. W dzieciństwie matka mówiła, że to ślad po oparzeniu. Później przestała odpowiadać na pytania.
W poniedziałkowy poranek Lena weszła do szklanego biurowca firmy NerioPlay, największej platformy z treściami dla rodzin w kraju. Na ekranach w holu mrugała uśmiechnięta maskotka — Szaruś, kot w żółtym swetrze, którego piosenki znały wszystkie przedszkolaki. Firma sprzedawała bezpieczeństwo, ciepło i edukację. Lena, zewnętrzna audytorka finansowa, miała sprawdzić tylko jedną rzecz: dlaczego pieniądze z kampanii charytatywnej dla dzieci zniknęły w trzech spółkach-cieniach.
Jej opiekunem w firmie został Maksym Rataj, dyrektor operacyjny. Był zbyt spokojny jak na człowieka, którego dział mógł za chwilę zostać rozebrany na części. Miał ciemne oczy, głos stworzony do uspokajania inwestorów i sposób patrzenia, który irytował Lenę, bo wyglądał jak uczciwość.
— Jeśli znajdzie pani brud, proszę go nie polerować — powiedział, podając jej przepustkę. — Proszę go wyciągnąć.
— Zwykle ludzie proszą o odwrotność.
— Zwykle ludzie mają coś do ukrycia.
Tego samego dnia, kilka minut po dwudziestej drugiej, Lena znalazła coś, czego nie było w żadnym raporcie. Została po godzinach, bo w archiwum serwerowym pojawiły się faktury z kodem „BLACK”. Drzwi do studia nagrań były uchylone, a z wnętrza dochodził stłumiony szloch. Lena zajrzała i zobaczyła kobietę w srebrnym płaszczu, klęczącą obok ciała mężczyzny.
Mężczyzna miał twarz producenta Szarusia, znanego wszystkim jako Pan Witek. Na jego koszuli rozlewała się ciemna plama. Kobieta odwróciła głowę. Po lewej stronie szyi miała tatuaż: czarny prostokąt, przypominający zamazany kod kreskowy.
Zanim Lena zdążyła krzyknąć, światło zgasło. Ktoś złapał ją od tyłu za usta. Poczuła zapach mięty i metalu.
— Nie jesteś pierwsza — wyszeptał męski głos. — Ale możesz być ostatnia.
Kiedy odzyskała przytomność, siedziała w windzie na parterze. W torebce miała cudzy telefon, a na ekranie widniało nagranie z kamery: Lena wchodzi do studia z nożem w ręku.