Następnego dnia Veridian zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Kawa w kuchni była za mocna, dział PR kłócił się o hasło kampanii, a prezeska Helena Voss przechadzała się po korytarzu w białym garniturze, rozdając uśmiechy ostre jak spinacze.
— Pani Nino — zatrzymała ją przy sali konferencyjnej. — Słyszałam, że miała pani trudny wieczór. Proszę uważać na siebie. Wrażliwi ludzie czasem widzą wzory tam, gdzie są tylko plamy.
Nina poczuła, jak pod mankietem pali ją znamię.
W południe Leon przesłał jej zaproszenie na spotkanie audytowe. W sali był tylko on. Na stole leżała teczka z nazwiskiem jego siostry: Lidia Wyrzyk. W środku znajdowały się kopie raportów, zdjęcie młodej kobiety z czarnym znamieniem przy obojczyku i notatka podpisana przez matkę Niny.
— Skąd to masz? — zapytała Nina.
— Z sejfu Marka. Zanim go zabili, wysłał mi kod.
— Nie wiem, czy ci wierzyć.
— Słusznie. Ja sobie też nie zawsze wierzę.
Ta szczerość rozbroiła ją na moment. Za duży moment. Leon podszedł bliżej i dotknął palcem krawędzi stołu, nie jej skóry, jakby uczył się granicy.
— Nina, jeśli mamy to ujawnić, potrzebujemy pełnej bazy. A dostęp ma tylko archiwista centralny.
— Czyli ja.
— Czyli ty.
Nie powiedział „zaufaj mi”. To było mądre. Ludzie najczęściej mówią „zaufaj mi” wtedy, gdy właśnie planują zdradę.
Wieczorem włamali się do serwerowni. Nina użyła starego konta administracyjnego, o którym wiedziała tylko ona i nieżyjący już poprzednik. Leon pilnował drzwi. Na ekranach pojawiły się setki rekordów: imiona, twarze, akty zgonu wystawione ludziom, którzy żyli, i nowe tożsamości nadane tym, którzy już nigdy nie mogli wrócić do siebie. Przy wielu nazwiskach widniał symbol czarnej plamy.
Nina znalazła własny plik.
„Obiekt: N.R. Status: odroczona. Powód: genetyczna zgodność z pierwotnym wzorcem. Opiekun prawny: Celina Rudzka. Zgoda: aktywna”.
Pod spodem było nagranie audio. Głos matki, młodszy, drżący: „Zrobię wszystko, byle ona przeżyła. Jeśli kiedyś zapyta, powiedzcie jej, że mnie nienawidzi słusznie”.
Nina osunęła się na krzesło.
Leon położył jej dłoń na ramieniu. Tym razem nie uciekła.
— Może próbowała cię uratować — powiedział.
— Przed kim?
Odpowiedź pojawiła się na ekranie sama. Ktoś zdalnie otworzył okno komunikatora systemowego.
„Przed tobą”.
Drzwi serwerowni zablokowały się. Z sufitu syknął gaz gaśniczy, choć nie było ognia. Leon rzucił się do panelu awaryjnego, Nina kaszlała, próbując skopiować bazę na dysk. W ostatniej sekundzie zobaczyła, że ktoś aktywuje procedurę „Werdykt” — publiczne ujawnienie spreparowanych dowodów przeciwko niej.
Na firmowych monitorach, w holu i windach, pojawił się komunikat: „Pracownica Veridian podejrzana o sabotaż, kradzież danych i zabójstwo dyrektora etyki”.
Nina zrozumiała, że od tej chwili nie jest świadkiem.
Jest oskarżoną.