Policja przyjechała dwadzieścia minut później, ale ciało Marka Sola zniknęło.
Na nagraniach monitoringu piwnica była pusta. Logi dostępu wskazywały, że Nina w ogóle nie schodziła do archiwum, tylko przez całą godzinę siedziała przy swoim biurku. Jej komputer potwierdzał aktywność: otwierane pliki, wysyłane maile, nawet krótka wiadomość do księgowości. Wszystko idealne. Zbyt idealne.
Komisarz Iga Morawska patrzyła na Ninę tak, jak patrzy się na kogoś, kto albo kłamie, albo oszalał.
— Twierdzi pani, że widziała zwłoki dyrektora, który według recepcji właśnie poleciał do Brukseli?
— Nie twierdzę. Widziałam.
— I zabrała pani dowód z miejsca zbrodni.
Nina zamilkła. Pendrive ukryła w podszewce torebki, zszywając rozcięcie biurowym zszywaczem. Nie wiedziała, czy może ufać policji. Nie po wiadomości o znaku.
Wieczorem Leon czekał na nią przed wejściem do biurowca, oparty o barierkę, jakby to było przypadkowe spotkanie. Deszcz rysował na jego płaszczu srebrne linie.
— Nie powinnaś wracać sama — powiedział.
— Nie pamiętam, żebym prosiła o ochronę.
— A ja nie pamiętam, żebym pytał o pozwolenie.
Chciała go minąć, ale złapał ją delikatnie za łokieć. Dotyk był krótki, niemal uprzejmy, a jednak odruchowo cofnęła rękę. Mankiet zsunął się na tyle, że odsłonił fragment znamienia. Leon nie udawał, że nie zauważył.
— Moja siostra miała podobny znak — powiedział cicho.
Nina zesztywniała.
— Miała?
— Zniknęła siedem lat temu. Sprawę prowadziła fundacja Veridian. W aktach napisali, że uciekła za granicę. W domu zostały jej dokumenty, leki i kot, którego kochała bardziej niż ludzi. Nie uciekła.
Słowo „kot” zabrzmiało absurdalnie zwyczajnie w tej rozmowie o śmierci, ale właśnie przez to Nina mu uwierzyła. Ludzie, którzy zmyślają tragedie, zapominają o zwierzętach.
Leon przyznał, że zatrudnił się w Veridianie, żeby znaleźć ślad siostry. Marek Sol miał mu przekazać informacje, lecz zniknął, zanim doszło do spotkania. Nina nie powiedziała mu o pendrivie. Jeszcze nie.
W nocy uruchomiła nośnik na starym laptopie bez dostępu do sieci. Zamiast dokumentów pojawił się plik wideo. Na ekranie Marek Sol siedział w tym samym archiwum, blady i spocony.
„Jeśli to oglądasz, system już mnie wymazał” — mówił. — „Veridian nie szuka zaginionych. Veridian wybiera tych, których da się wymazać. Ludzie ze znamionami trafiają do programu Czarny Rejestr. Ich dane, tożsamości, konta, historię medyczną — wszystko można przepisać. Zaczęło się od pomocy w ukrywaniu świadków. Potem ktoś zrozumiał, że człowieka bez danych można sprzedać każdemu”.
Nina wstrzymała oddech.
Na końcu nagrania Marek pochylił się do kamery.
„Nina Rudzka nie jest pracownicą przypadkową. Ona jest kluczem. Jej matka podpisała zgodę pierwsza”.
Laptop zgasł.
Za oknem ktoś stał na podwórzu kamienicy. Gdy Nina podeszła bliżej, postać uniosła telefon, zrobiła zdjęcie i zniknęła w bramie.