Zakład fotograficzny „Irys” pachniał kurzem, octem i mokrym papierem. Nad drzwiami wisiał dzwonek, ale nie zadzwonił, kiedy Lena weszła. W środku czekał Oskar.
— Śledziłeś mnie? — spytała.
— Tak.
— Chociaż raz mógłbyś skłamać.
— Kłamstwo zostawiam ludziom z większym doświadczeniem.
Powinna wyjść. Zamiast tego zamknęła drzwi i pokazała mu karteczkę. Oskar nie wyglądał na zaskoczonego. Sięgnął za ladę i wyjął kopertę z jej nazwiskiem.
W środku były trzy fotografie. Na pierwszej: młoda kobieta w czerwonym płaszczu, trzymająca za rękę kilkuletnią dziewczynkę. Lena rozpoznała siebie, choć nie pamiętała tego dnia. Na drugiej: ta sama kobieta rozmawiała z Marcinem Gromem przed wejściem do sądu. Na trzeciej: inspektor Malec stał obok producenta muzycznego i mężczyzny w ciemnych okularach, którego twarz została wypalona na negatywie.
— To moja matka — wyszeptała Lena. — Zginęła w pożarze mieszkania.
— Oficjalnie — powiedział Oskar. — Nieoficjalnie miała zeznawać w sprawie śmierci wokalisty, ale dzień przed rozprawą wycofała zeznania. Potem zniknęły akta, a technik sceniczny poszedł do więzienia.
— Skąd to masz?
Oskar zawahał się po raz pierwszy.
— Mój ojciec był tym technikiem.
Cisza między nimi stała się ciężka. Lena poczuła, że wszystkie rozmowy przy automacie z kawą, wszystkie spojrzenia nad segregatorami, wszystkie przypadkowe dotknięcia dłoni przy przekazywaniu dokumentów były czymś innym, niż myślała.
— Pracujesz w kancelarii, żeby oczyścić ojca?
— Tak.
— A ja byłam dla ciebie dowodem?
Oskar podszedł bliżej, lecz zatrzymał się, kiedy zobaczył, że Lena cofnęła rękę.
— Najpierw tak. Potem przestałem umieć udawać, że jesteś tylko częścią akt.
Brzmiało to jak wyznanie i manipulacja jednocześnie. Lena nienawidziła, że serce zareagowało szybciej niż rozum.
Wtedy z ciemni dobiegł trzask. Ktoś uciekł tylnym wyjściem. Oskar rzucił się za nim, a Lena zobaczyła na podłodze mokry negatyw. Pod światło ukazał twarz mężczyzny w ciemnych okularach.
To był Marcin Grom. Młodszy o piętnaście lat, żywy, uśmiechnięty, stojący obok Malca.
Zmarły prezes znał wszystkich od początku.
Telefon Oskara zadzwonił. Odebrał, słuchał kilka sekund, po czym pobladł.
— Lena, musimy uciekać. Właśnie wydano nakaz twojego zatrzymania. Za zabójstwo Groma.
Za oknem rozbłysły niebieskie światła radiowozów.