Adam nie próbował wyrwać jej tabletu. To było gorsze. Usiadł naprzeciwko, jakby znalezienie tajnego folderu przez nową pracownicę stanowiło część jego planu.
— Nie powinnaś tego widzieć — powiedział.
— Bo to tajne?
— Bo jeśli to zobaczyłaś, ktoś będzie musiał zdecydować, czy jesteś zagrożeniem, czy narzędziem.
Lena wstała tak gwałtownie, że krzesło uderzyło w szklaną ścianę sali.
— Świetny dział etyki. Od razu groźby.
— Ostrzeżenie. Groźby w Meridianie brzmią uprzejmiej.
Chciała wyjść, ale Adam zastąpił jej drogę. Nie dotknął jej, tylko stanął zbyt blisko. Pachniał deszczem i kawą. Wbrew rozsądkowi Lena poczuła coś, co nie pasowało do strachu: ciekawość, niemal przyciąganie.
— Projekt Ambona — powiedziała. — Co to było?
— Test.
— Na dzieciach?
Przez jego twarz przemknął cień.
— Oficjalnie: program edukacyjny fundacji Meridian dla uzdolnionych dzieci z małych miejscowości. Nieoficjalnie: pierwsze próby szyb z pasywnym zapisem obrazu. Miały pomagać w bezpieczeństwie. Rejestrować przemoc, porwania, włamania.
— I pożary?
— Nie.
Lena uniosła dłoń ze znamieniem.
— A dziewczynki ze znakiem?
Adam zamilkł.
W tym milczeniu nagle zrozumiała, że on wie więcej niż wynika z akt. Nie jak dyrektor. Jak ktoś, kto również był na miejscu.
— Byłeś tam — powiedziała.
— Miałem trzynaście lat. Śpiewałem w tym chórze.
Słowa zawisły między nimi ciężko. Lena miała wspomnienia z dzieciństwa poszarpane jak mokry papier: sala z jasnymi oknami, chłopięce głosy ćwiczące psalm, zapach topiącego się plastiku, ktoś ciągnący ją za rękę po rozgrzanej posadzce. Matka zawsze powtarzała, że to sny po gorączce.
— Ja też tam byłam? — spytała.
Adam kiwnął głową.
— Nie pamiętasz, bo ktoś o to zadbał.
W tej chwili zadzwonił jego telefon. Na ekranie pojawiło się nazwisko: PREZES ORSKI.
Adam odebrał i włączył tryb głośnomówiący dopiero po chwili, jakby chciał, żeby Lena usłyszała końcówkę.
— ...dziewczyna ma zeznawać w piątek — mówił męski głos. — Komisja potrzebuje twarzy, nie faktów. Jeśli Wysocka powie, że archiwum jest kompletne, zamkniemy temat. Jeśli zacznie fantazjować, zrobimy z niej chorą ofiarę własnych urojeń.
— Rozumiem — odparł Adam.
— I pamiętaj, Rybak. Romans z pracownicą to skandal. Skandal da się wykorzystać.
Połączenie się urwało.
Lena patrzyła na Adama z mieszanką gniewu i upokorzenia.
— Romans? To tak mnie ustawiliście? Nowa dziewczyna, atrakcyjny przełożony, a potem kompromitacja?
— Ja cię nie ustawiłem.
— Ale grasz w ich grę.
— Od lat.
— Więc jesteś jednym z nich.
Adam wyjął z kieszeni niewielki pendrive w kształcie przezroczystej płytki.
— Jestem jedynym, któremu udało się wynieść kopię nagrania z kaplicy ośrodka. Szyba zapisała ostatnie dwadzieścia minut przed pożarem. Brakuje klucza do odszyfrowania.
— I ja go mam?
Adam spojrzał na jej znamię.
— Nie ty. Twoja skóra.
Zanim Lena zdołała odpowiedzieć, wszystkie szyby na piętrze pociemniały. W głośnikach rozległ się komunikat o ćwiczeniach ewakuacyjnych. Adam pobladł.
— To nie są ćwiczenia. Ktoś wie, że otworzyłaś folder.
Drzwi archiwum zatrzasnęły się automatycznie.