Plan był prosty, czyli skazany na porażkę. Lena miała wejść do Veyronis z zapasową kartą Adriana, zgrać dane z serwera wewnętrznego, a Kuba czekać w samochodzie Marty. Adrian miał odciągnąć prezesa podczas bankietu dla inwestorów.
— Dlaczego mi pomagasz? — zapytała Lena, gdy jechali windą towarową na dziewiąte piętro.
— Bo znalazłaś to, czego ja szukałem latami.
— Nie o to pytam.
Winda szarpnęła. Przez cienkie ściany słyszeli muzykę bankietu, śmiech ludzi, którzy podpisywali kontrakty nad cudzym milczeniem.
Adrian odwrócił się do Leny.
— Pomagam ci, bo kiedy pierwszy raz zapytałaś, co jeśli ktoś usunął ślady, pomyślałem, że jesteś albo bardzo naiwna, albo bardzo odważna. Potem zrozumiałem, że jedno nie wyklucza drugiego.
— To nie brzmi jak wyznanie.
— Bo gdybym zaczął od wyznania, uznałabyś, że manipuluję.
Lena powinna odpowiedzieć żartem, ale nie potrafiła. Byli zbyt blisko. W jego oczach zobaczyła zmęczenie, winę i coś jeszcze — coś niebezpiecznego, bo prawdziwego.
Drzwi windy otworzyły się.
Na korytarzu czekał Seweryn Kral z dwoma ochroniarzami.
— Panie Sokół — powiedział prezes łagodnie. — Od zawsze wiedziałem, że zdradzi mnie pan z powodu przeszłości. Nie sądziłem tylko, że zrobi pan to z powodu kobiety poznanej tydzień temu.
Ochroniarze złapali Adriana. Lena cofnęła się, ale za jej plecami zamknęły się drzwi windy.
— Pani Morawska — ciągnął Kral — miała pani piękną przyszłość. Szkoda, że ludzie z potrzebą sprawiedliwości zwykle nie rozumieją rachunku kosztów.
Lena spojrzała na Adriana. Miał rozciętą wargę, ale skinął głową minimalnie. Wtedy przypomniała sobie jego instrukcję: jeśli nas złapią, mów prawdę, ale nie całą.
— Nie mam pendrive’a — powiedziała.
Kral zmrużył oczy.
— Gdzie jest?
— W kaplicy. Z Martą i Kubą.
To było kłamstwo. Pendrive miała wszyty w podszewkę płaszcza. Ale imiona podziałały. Kral odwrócił się do jednego z ochroniarzy.
— Jedźcie tam.
W tej sekundzie Adrian uderzył drugiego ochroniarza głową w twarz. Lena rzuciła się do panelu alarmowego i wcisnęła przycisk przeciwpożarowy. Korytarz zalały czerwone światła, drzwi ewakuacyjne odblokowały się, a z sufitu lunęła woda.
Biegli przez piętro jak przez burzę. Za nimi krzyczał Kral. W serwerowni Lena podłączyła pendrive do głównej konsoli. Pliki kopiowały się nieznośnie wolno: „MARKA”, „JASNY_PRÓG”, „UGODY”, „SĘDZIOWIE”, „DAROWIZNY”.
— Szybciej — szeptała.
Adrian barykadował drzwi szafą rackową.
— Lena.
— Nie teraz.
— Jeśli nie wyjdziemy, wyślij wszystko do prokuratury. Adres jest zapisany jako „Kot”.
— Kot?
— Mój brat tak nazywał swój dziennik. Bo kot zawsze wraca tam, gdzie coś ukryto.
Pasek kopiowania doszedł do stu procent.
W tej samej chwili drzwi serwerowni ustąpiły.