Drzwi się nie otworzyły. Zamek elektroniczny, martwy po wyłączeniu zasilania, zablokował wejście. Kroki oddaliły się, a Lena wypuściła powietrze dopiero wtedy, gdy Maksym podszedł do okna i odsunął żaluzję.
— Musimy stąd wyjść schodami technicznymi — powiedział.
— My? Jeszcze przed chwilą radził mi pan milczeć.
— Bo nie wiedziałem, czy jest pani częścią ich planu.
— Ich?
Maksym spojrzał na nią tak, jakby w sekundę ważył prawdę i kłamstwo.
— Ludzi, którzy wykorzystują fundację do prania pieniędzy. I do uciszania świadków.
Lena pomyślała, że powinna zadzwonić na policję. Powinna uciec. Powinna przestać zauważać, jak spokojny jest w sytuacji, w której każdy normalny człowiek drżałby ze strachu.
Na schodach awaryjnych znaleźli portiera. Siedział oparty o ścianę między piętnastym a czternastym piętrem, z rozbitą skronią i identyfikatorem przekręconym na drugą stronę. Żył, ale był nieprzytomny. Obok leżał pluszowy kot z dużymi plastikowymi oczami.
— Co to jest? — Lena podniosła zabawkę.
— Gadżet z kampanii fundacji. Dzieci dostawały go razem z aplikacją.
Kot zamrugał zieloną diodą.
Lena zamarła.
— To nagrywa?
Maksym wyrwał jej zabawkę i odwrócił. Pod materiałem była miniaturowa kamera. Nie dziecięca atrapa, tylko prawdziwy sprzęt, starannie ukryty.
— Ktoś obserwował budynek — powiedział.
— Albo dzieci — dodała Lena i po raz pierwszy w jego oczach zobaczyła coś więcej niż opanowanie. Gniew.
W garażu podziemnym czekał jego samochód, ale zanim do niego dobiegli, Lena usłyszała trzask. Kula uderzyła w betonowy filar nad jej ramieniem. Maksym pchnął ją za zaparkowaną furgonetkę. Przez chwilę leżeli obok siebie na zimnej posadzce, tak blisko, że czuła zapach jego wody kolońskiej zmieszany z kurzem.
— Teraz już pani wie, czemu mówiłem o milczeniu — szepnął.
— A pan nadal nie wyjaśnił, skąd ma tatuaż fundacji.
Zacisnął szczękę.
— Bo kiedyś byłem jednym z chłopców z internatu. Jednym z tych, którzy mieli być wdzięczni i cicho służyć przy ołtarzu. Fundacja nie powstała po to, żeby pomagać dzieciom. Powstała po to, żeby przykryć to, co robili dawniej ci sami ludzie.
Kolejny strzał rozbił szybę auta.
Maksym wyciągnął z kieszeni pendrive.
— Na tym są nazwiska. Ale brakuje jednego elementu: nagrania, które potwierdzi, kto kieruje wszystkim teraz. Jeśli kot nagrywał dzisiejszy atak, mamy świadka.
Lena spojrzała na pluszaka w swojej dłoni. Dioda już nie świeciła.
— Świetnie. Nasz jedyny świadek ma futro i rozładowaną baterię.