Kiedy Lena Wójcik po raz pierwszy weszła do biurowca Aurum Nexus, zobaczyła własne odbicie w czarnym marmurze holu: grafitowy garnitur, włosy spięte zbyt ciasno, twarz spokojną tylko dlatego, że nauczyła się nie mrugać w chwilach strachu.
Na recepcji czekała na nią karta z napisem: „Audyt wewnętrzny — dostęp czasowy”. Czasowy. Wszystko w tej firmie było czasowe: uśmiechy, sojusze, lojalność. Tylko pieniądze zostawały na zawsze.
— Pani Wójcik? — odezwał się mężczyzna stojący przy windach.
Miał na sobie granatowy płaszcz, choć w budynku było ciepło, i patrzył tak, jakby widział więcej niż inni. Lena znała jego twarz z raportów: Maksym Rawski, dyrektor operacyjny, najmłodszy członek zarządu, człowiek, który w trzy lata uratował spółkę przed upadkiem i zyskał wrogów na każdym piętrze.
— Pan Rawski — odpowiedziała.
— Maksym. Jeśli ma pani przetrwać pierwszy tydzień, lepiej skracać dystans.
— A jeśli dystans jest moją metodą przetrwania?
Uśmiechnął się, ale w jego oczach nie było rozbawienia.
— W takim razie ktoś już panią tu dobrze wyszkolił.
Winda ruszyła na siódme piętro. Lena czuła w kieszeni marynarki mały, stary medalik z wytartym znakiem jaskółki. Nie pasował do niej, do tego miejsca ani do sprawy, którą oficjalnie miała prowadzić. Nie przyszła tu dla tabel, faktur ani nieprawidłowości w przetargach. Przyszła, bo piętnaście lat wcześniej jej brat, Kuba, zniknął po przesłuchaniu w sądzie rodzinnym, a ostatnią osobą, która widziała go żywego, był chłopak z chóru przy kaplicy św. Adama.
Dziś ten chłopak podobno pracował w Aurum Nexus.
I nosił na nadgarstku bliznę w kształcie jaskółki.
Maksym zaprowadził ją do szklanego gabinetu bez drzwi.
— Tu będzie pani pracować. Wszystkie dokumenty są na serwerze. Niektóre pliki mogą być… oporne.
— Pliki czy ludzie?
— W tej firmie to prawie to samo.
Zanim odszedł, położył na biurku cienką teczkę.
— Proszę zacząć od fundacji „Skrzydło”. Oficjalnie finansujemy stypendia dla uzdolnionych dzieci. Nieoficjalnie… — urwał.
— Nieoficjalnie?
— Niech pani sama zobaczy. Tylko niech pani nie ufa nikomu, kto pierwszy zaoferuje pomoc.
— Włącznie z panem?
Nachylił się lekko.
— Zwłaszcza ze mną.
Kiedy wyszedł, Lena otworzyła teczkę. Na pierwszej stronie była lista przelewów sprzed lat. Wśród nazwisk opiekunów znalazła jedno, które znała z dzieciństwa: ojciec Bazyli Mrozek, dawny prowadzący chór chłopięcy przy kaplicy.
A obok, dopisany ołówkiem symbol jaskółki.
Na monitorze komputera nagle pojawił się komunikat: „Nie szukaj świadka. Świadek szuka ciebie”.