Następnego ranka Lena była twarzą skandalu. Portale pisały o młodej pracownicy, która wyniosła dane z firmy i próbowała szantażować zarząd. Ktoś udostępnił jej zdjęcie z pracowniczego identyfikatora, ktoś inny dopisał, że jej matka była „niestabilna” i zniknęła, uciekając przed długami.
W GlassMind wszyscy nagle odwracali wzrok. Nawet Marta z działu IT, która codziennie przynosiła do pracy karmę dla bezdomnego kota pod biurowcem, szepnęła tylko:
— Przepraszam. Mam kredyt.
Lena zrozumiała, że w nowoczesnych biurach ludzie nie noszą łańcuchów. Noszą raty, umowy i strach przed utratą miejsca parkingowego.
Adam znalazł ją na klatce schodowej, gdy próbowała dodzwonić się do starego policjanta, który kiedyś prowadził sprawę matki. Przyniósł jej płaszcz.
— Nie powinna pani tu być.
— Pan też nie powinien, jeśli chce pan zachować stanowisko.
— Moje stanowisko właśnie głosuje nad moim odwołaniem.
Lena parsknęła gorzko.
— Romantyczne. Prezes traci tron dla stażystki z problemami.
— Nie jest pani stażystką.
— To najważniejszy element tej rozmowy?
Adam zrobił krok bliżej. W jego oczach było coś, czego nie umiała nazwać: wina, determinacja, może czułość. Ta ostatnia była najgroźniejsza.
— Najważniejsze jest to, że ktoś wrabia panią w kradzież danych, bo prawdziwy plik nadal istnieje. A jeśli Julia go szuka, to znaczy, że nie ma wszystkiego.
— A pan ma?
— Mam miejsce.
Zabrał ją do podziemnego archiwum starego centrum szkoleniowego, które GlassMind przejęło po fundacji. Budynek stał na obrzeżach miasta, z odpadającym tynkiem i kaplicą przerobioną na salę wykładową. Na ścianie wciąż wisiał witraż: chłopcy w białych komżach niosący świece. Lena poczuła nieprzyjemny skurcz. Jej matka opowiadała kiedyś o „chłopcach od ołtarza”, którzy zawsze wiedzieli, komu podać kopertę.
W archiwum znaleźli pudła opisane numerami. Większość była pusta. W ostatnim, za metalową szafą, leżał dziecięcy rysunek kota z dzwonkiem na szyi i zdanie napisane ręką Marii: „Jeśli Lena to znajdzie, niech zaufa temu, kto nosi winę jawnie”.
Pod rysunkiem ukryto mikrofilm.
Adam milczał długo.
— Pani matka wiedziała, że kiedyś tu wrócę.
Lena spojrzała na niego ostro.
— A ja skąd mam wiedzieć, że to nie pan ją sprzedał?
Zanim odpowiedział, z góry dobiegł trzask rozbijanego szkła. Ktoś wszedł do budynku.