Adam nie krzyczał. To było najgorsze. Siedział naprzeciwko Leny w pustej sali, kiedy generator przywracał prąd piętro po piętrze. Mężczyzna w płaszczu zniknął, a na stole leżał jedynie pendrive z pękniętą obudową.
— Ile pani widziała? — zapytał Adam.
— Wystarczająco, żeby wiedzieć, że powinnam zadzwonić na policję.
— A zadzwoni pani?
To nie brzmiało jak groźba. Brzmiało jak prośba kogoś, kto zbyt długo trzymał w dłoniach odłamki szkła i zapomniał, że krwawi.
Lena uniosła podbródek.
— Jeśli powie mi pan, co ma z tym wspólnego moja matka, może najpierw wysłucham.
Po raz pierwszy twarz prezesa straciła kontrolę. Tylko na sekundę, ale Lena to zobaczyła. Znała ten wyraz: strach przed imieniem z przeszłości.
— Maria Król była księgową fundacji — powiedział cicho. — I świadkiem.
Słowo uderzyło ją mocniej niż krzyk.
Adam opowiedział historię, która nie pasowała do eleganckich korytarzy GlassMind. Dziesięć lat temu „Jasny Próg” organizował program stypendialny dla nastolatków z małych miast. W rzeczywistości przez fundację przepływały pieniądze z fikcyjnych darowizn, a część dzieci wykorzystywano do podpisywania dokumentów, których nie rozumiały. Kiedy matka Leny odkryła schemat, zaczęła zbierać dowody. Zniknęła tuż przed przesłuchaniem.
— Skąd pan to wie? — spytała Lena.
Adam spojrzał na swoje dłonie.
— Bo byłem jednym z tych chłopców.
Nie był wtedy prezesem. Był siedemnastoletnim stypendystą, wychowankiem parafialnej bursy, chłopakiem z talentem do liczb i zbyt wielkim głodem uznania. Podpisał dokumenty. Przez lata myślał, że to tylko papier. Potem zrozumiał, że jego nazwisko pomogło ukryć kradzież.
— Chce pan odkupić winę firmą za miliony? — syknęła Lena.
— Chcę znaleźć Marię Król.
Drzwi sali otworzyły się nagle. Weszła Julia Karska, dyrektorka PR, perfekcyjna w czerwonej marynarce. Uśmiechnęła się tak, jak uśmiechają się ludzie, którzy wiedzą, że cudzy sekret jest walutą.
— Adamie, rada nadzorcza czeka. A pani Król powinna odpocząć. Zwłaszcza po tym, jak przypadkiem skopiowała poufne nagranie na swój telefon.
Lena poczuła, jak zimno przebiega jej po plecach. Nie skopiowała niczego.
Julia położyła na stole telefon Leny. Na ekranie migał folder „Witraż_23_17”.
— W dzisiejszych czasach — powiedziała słodko — świadek bywa winny, zanim zdąży powiedzieć prawdę.