Następnego ranka Nina przyszła do pracy z podkrążonymi oczami i pendrive'em zaszytym w podszewce torebki. Adrian kazał jej wejść do swojego gabinetu punktualnie o ósmej. Jego biuro było ascetyczne: szare ściany, czarny stół, jedna fotografia przedstawiająca chłopca na rowerze przed starym domem. Żadnych nagród, żadnych rodzinnych zdjęć, żadnych śladów człowieka poza perfekcją.
— To, co pani usłyszała, dotyczy nie tylko naszej agencji — powiedział. — Przez galę przechodzą pieniądze ludzi, którzy nie lubią pytań. Fundacja jest przykrywką dla prania środków z fikcyjnych projektów edukacyjnych.
— A pan? — Nina skrzyżowała ramiona. — Jest pan dyrektorem operacyjnym. Podpisuje pan umowy.
— Podpisuję część. Od trzech miesięcy zbieram dowody.
— Dla kogo?
Adrian zawahał się po raz pierwszy. To wystarczyło, by Nina poczuła, że za jego spokojem kryje się coś więcej niż zawodowa ostrożność.
— Dla prokuratury. Ale przeciek w środku śledztwa sprawił, że każdy oficjalny ruch jest ryzykiem. Potrzebuję kogoś, kto ma dostęp do finansów i nie znajduje się jeszcze na liście podejrzanych.
Nina roześmiała się gorzko.
— Czyli mam zostać przynętą?
— Ma pani zostać przy życiu.
Słowa zabrzmiały zbyt miękko jak na niego. Nina spojrzała mu w oczy. Były ciemne, skupione i zmęczone. Nie było w nich chłodu, tylko coś, co go udawało.
Konflikt między nimi wybuchł godzinę później, gdy Adrian zaproponował plan: Nina miała skopiować brakujące zestawienia z serwera prezesa podczas próby generalnej gali. Ona uznała to za szaleństwo. On — za jedyne wyjście. Kłócili się półgłosem, zbyt blisko siebie, aż Nina zauważyła, że Adrian ma na nadgarstku bliznę po oparzeniu.
— Skąd to? — spytała mimowolnie.
Zamknął mankiet koszuli.
— Z dawnego życia.
Tego dnia Rylski przyszedł do działu finansów z uśmiechem, który nie sięgał oczu. Położył na biurku Niny pudełko z małą pluszową kotką, maskotką tegorocznej zbiórki dla dzieci.
— Dla pani. Za nadgodziny — powiedział. — Proszę dbać o siebie. Warszawa bywa niebezpieczna dla osób, które zbyt dużo pracują nocą.
Gdy odszedł, Nina znalazła pod maskotką wydrukowane zdjęcie. Przedstawiało jej młodszego brata, Julka, wychodzącego ze szkoły muzycznej.
Nina poczuła, jak świat traci ostrość.
Adrian zobaczył zdjęcie i po raz pierwszy stracił kontrolę. Zmiął kartkę w pięści.
— Teraz nie chodzi już tylko o dowody — powiedział. — Teraz to wojna.