Po przesłuchaniu wezwano ją do gabinetu dyrektorki operacyjnej, Ireny Vey. Gabinet nie miał okien. Na ścianie wisiał obraz morza tak spokojnego, że wyglądało na martwe.
— Pani Wolska — zaczęła Irena, nie podnosząc wzroku znad tabletu. — Jest pani jedną z naszych najdokładniejszych pracownic. Dlatego założę, że dzisiejsza niesubordynacja była skutkiem zmęczenia.
— Świadek podał nazwisko mojej siostry.
— Wielu świadków podaje różne nazwiska. Trauma jest kreatywna.
Mira poczuła chłód pod bluzką, dokładnie w miejscu blizny.
— Dlaczego w systemie pojawiła się korekta, zanim arbiter ją zatwierdził?
Dopiero wtedy Irena spojrzała na nią. Jej uśmiech był uprzejmy jak zamknięte drzwi.
— Pani praca polega na zapisywaniu wersji dopuszczalnej prawnie, nie emocjonalnie satysfakcjonującej.
— Czyli prawdy wygodnej?
— Prawdy użytecznej.
Mira wyszła z gabinetu z zawieszeniem w obowiązkach i nakazem oddania karty dostępu. Nie oddała tej, którą rano znalazła w kopercie. Wsunęła ją głębiej do kieszeni.
Przy windzie czekał Leon Karski.
— Wiedział pan, kim jestem? — spytała.
— Dowiedziałem się wczoraj. Chciałem cię ostrzec, ale nie wiedziałem, czy jesteś po ich stronie.
— A teraz?
— Teraz wiem, że umiesz nie naciskać enter.
Powinna odejść. Zgłosić go ochronie. Udawać, że dalej wierzy w procedury, premie kwartalne i prawdę użyteczną. Zamiast tego poszła za nim do starej archiwalni, gdzie serwery wydawały niski, zwierzęcy pomruk.
Leon powiedział, że katastrofa w Nowej Przystani nie była wypadkiem. Ośrodek testował system predykcji zachowań świadków — algorytm, który miał przewidywać, kto w przyszłości zezna przeciwko klientom Helix Lex. Dzieci i ich opiekunowie byli jedynie grupą „naturalnych reakcji społecznych”. Po awarii laboratorium zamknięto, ofiary opisano jako skutek pożaru instalacji, a dokumenty oznaczono Pieczęcią Korekty.
— Skąd masz dowody? — zapytała Mira.
Leon dotknął breloka z kotem.
— Od kogoś, kto przeżył. Od kobiety bez nazwiska w aktach. Miała na ramieniu taki sam znak jak ty.
Mira zrobiła krok w tył.
— Moja matka?
— Nie. Twoja matka podpisała ugodę milczenia. Ta kobieta twierdzi, że ty też byłaś w ośrodku. I że po katastrofie wymazano ci sześć dni pamięci.
Serwerownia nagle wydała krótki sygnał alarmu. Nad drzwiami zapaliło się czerwone światło.
— Znaleźli nas — powiedział Leon.
W tej samej chwili Mira zrozumiała, że zawieszenie w obowiązkach było pułapką. Dyrektorka chciała sprawdzić, dokąd pójdzie bez oficjalnej karty.
Leon chwycił ją za rękę. Jego dłoń była ciepła, zbyt realna w budynku pełnym martwych dokumentów.
— Ufasz mi? — spytał.
— Nie.
— Wystarczy, że nie ufasz im bardziej.