W gmachu spółki Helix Lex nie wolno było podnosić głosu. Nie dlatego, że panował tam spokój, lecz dlatego, że każdy szept nagrywały ściany.
Mira Wolska pracowała na trzydziestym drugim piętrze jako stenotypistka w Dziale Rekonstrukcji Zeznań. Jej zadaniem było przepisywanie relacji świadków do tak zwanych czystych protokołów — dokumentów, które później trafiały do arbitraży, mediów i rodzin ofiar. Czysty protokół miał brzmieć tak, jakby prawda nigdy się nie jąkała.
Mira wiedziała, że prawda jąka się zawsze.
Tego ranka dostała kopertę bez nadawcy, zapieczętowaną czarnym atramentem. W środku znajdowała się karta dostępu i jedno zdanie: „Jeśli dziś zapiszesz wszystko, jutro będziesz martwa”.
Uznałaby to za głupi żart, gdyby nie znak na papierze: niewielka spirala przecięta trzema kreskami. Taki sam symbol miała pod lewym obojczykiem — bliznę po dziecięcym wypadku, o którym matka nigdy nie chciała mówić. W firmie ten symbol nazywano Pieczęcią Korekty. Oznaczał sprawę raz zamkniętą i nigdy niewznawianą.
O dziewiątej do sali przesłuchań wprowadzono świadka. Nie wyglądał jak człowiek, który boi się korporacji większej od niejednego państwa. Miał mokre od deszczu włosy, ciemną marynarkę i spojrzenie kogoś, kto już stracił wszystko, więc może pozwolić sobie na luksus szczerości.
— Imię i nazwisko — powiedział arbiter za matową szybą.
— Leon Karski. Były audytor terenowy Helix Lex.
Mira położyła palce na klawiaturze stenotypu. Leon nie patrzył na arbitra. Patrzył prosto w kamerę, jakby po drugiej stronie widział ją.
— Oświadczam, że protokół z katastrofy w ośrodku Nowa Przystań został sfałszowany — powiedział.
W sali zapadła cisza. Mira usłyszała cichy trzask w słuchawce. To ktoś z góry włączył kanał nadzoru.
— Proszę kontynuować — rozkazał arbiter.
Leon wyjął z kieszeni mały, drewniany brelok w kształcie kota. Położył go na stole. Drobny, absurdalnie czuły przedmiot w miejscu, gdzie niszczono ludzkie życiorysy.
— To należało do dziewczynki, której nazwiska nie wpisano do listy ofiar. Żyła po wybuchu jeszcze trzy godziny. Prosiła, żeby ktoś powiedział jej siostrze, że nie wypuściła kota specjalnie. Nazywała się Nela Wolska.
Palce Miry zamarły nad klawiaturą.
Nela była jej młodszą siostrą. Według rodzinnego aktu zgonu zmarła natychmiast. Według matki — nie cierpiała. Według wszystkich dokumentów — nie było żadnego kota.
Wtedy na ekranie Miry pojawiła się automatyczna korekta zeznań: „Świadek myli szczegóły. Wspomnienie nieistotne”.
Mira miała tylko nacisnąć enter.
Zamiast tego po raz pierwszy od pięciu lat w Helix Lex zapisała zdanie dokładnie tak, jak padło.