Adrian ukrył ją nie w luksusowym apartamencie, lecz w starym domu na Żoliborzu, należącym kiedyś do jego matki. W salonie stał fortepian bez jednej nogi, książki medyczne i akwarium bez wody. Na półce Nela zauważyła rysunki dzieci: domy, drzewa, a na każdym rogu mały znak ryby.
— Co to jest? — zapytała.
Adrian długo milczał. — Wuj prowadził fundację dla dzieci z domów opieki. Oficjalnie pomagał im w edukacji. Nieoficjalnie odkrył, że ktoś wykorzystuje ich dane biometryczne do testowania systemów identyfikacji. Dzieci bez wpływowych rodzin są idealne. Kiedy dorosną, nikt nie uwierzy, że ich twarze, głosy i siatkówki były walutą.
— Bastion.
— Tak. Program miał chronić szpitale przed wyciekiem danych. Zmieniono go w narzędzie do oznaczania ludzi.
Nela poczuła mdłości. Jej ojciec od miesięcy leżał na oddziale neurologicznym, gdzie nowy system Aurum Data testowano „dla bezpieczeństwa pacjentów”.
— Czy mój ojciec też…?
Adrian spojrzał na nią z bólem, którego nie zdążył ukryć. — Nie wiem.
To „nie wiem” zabolało bardziej niż kłamstwo.
Następnego dnia do domu przyjechał chłopiec o imieniu Tymon, dwunastoletni podopieczny fundacji. Towarzyszyła mu siostra Klara, była zakonnica, która po skandalu w prowadzonej przez siebie świetlicy przestała nosić habit, ale nie przestała walczyć.
— Iga miała przynieść klucz — powiedziała Klara. — Nie cyfrowy. Prawdziwy.
Tymon wyjął z kieszeni srebrny wisiorek w kształcie ryby, identyczny jak ten, który miała Iga. — Ciocia Iga dała mi go dzień przed tym, jak spadła. Powiedziała, że jak przyjdzie pan w czerwonym krawacie, mam uciekać.
Adrian zesztywniał. — Czerwony krawat nosi radca rady nadzorczej, Borys Halden.
Nela przypomniała sobie mężczyznę z korytarza: widziała tylko rękaw marynarki, błysk spinki i cień czerwieni pod szyją.
— Mogę go rozpoznać — powiedziała.
— Nie — Adrian podszedł bliżej. — Jeśli pani złoży zeznania teraz, zniszczą panią, zanim prokuratura otworzy akta. Powiedzą, że jest pani kochanką prezesa.
— A jestem?
Pytanie zawisło między nimi jak ostrze. Adrian nie odpowiedział od razu. W końcu powiedział cicho:
— Chciałbym, żeby to było takie proste.
Nela powinna się odsunąć. Zamiast tego została. Przez ułamek sekundy ich dłonie dotknęły się na krawędzi stołu, przy starym akwarium bez wody. W tym dotyku nie było obietnicy szczęścia, tylko wspólna świadomość, że od teraz każde uczucie może zostać użyte jako dowód przeciwko nim.
Wieczorem Tymon rozkręcił wisiorek. W środku nie było zdjęcia ani mikrofilmu, lecz maleńka płytka pamięci. Klara podłączyła ją do starego laptopa. Na ekranie pojawiła się lista nazwisk, dat i skanów twarzy. Wśród nich Nela znalazła coś, co sprawiło, że zapomniała oddychać.
Numer pacjenta jej ojca.
Obok status: „materiał głosowy aktywny”.
W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Trzy krótkie uderzenia, pauza, dwa kolejne. Adrian wyłączył światło.
Za oknem stał mężczyzna w czerwonym krawacie i uśmiechał się, jakby przyszedł na umówioną kolację.