O dwudziestej drugiej Helix Tower był prawie pusty. Światła biur gasły sektorami, jakby budynek zasypiał na stojąco. Nela siedziała w małej kabinie tłumaczy obok sali konferencyjnej i słuchała rozmowy Adriana z tajemniczym mężczyzną podpisanym w systemie jako „Konsultant Zewnętrzny”. Głos miał zniekształcony, ale jego polszczyzna zdradzała kogoś wykształconego, przyzwyczajonego do rozkazów.
— Bastion nie może zostać otwarty — mówił mężczyzna. — Archiwum zawiera nazwiska ludzi, którzy nigdy nie podpisali zgody na istnienie.
Adrian pochylił się nad stołem. — Mój wuj zginął dwa dni po tym, jak próbował je ujawnić.
— Pański wuj był sentymentalny. Pan jest praktyczny.
Nela tłumaczyła na angielski dla prawniczki siedzącej po drugiej stronie ekranu, ale palce zaczęły jej marznąć. „Nazwiska ludzi, którzy nie podpisali zgody na istnienie” — to nie brzmiało jak metafora z korporacyjnej prezentacji.
Nagle w słuchawkach rozległ się trzask. Potem krzyk. Nie z ekranu — z korytarza.
Nela wybiegła z kabiny. Na końcu holu, przy drzwiach do serwerowni, zobaczyła Igę Prus szarpiącą się z ochroniarzem. Na podłogę spadła teczka, a z niej wysypały się zdjęcia dzieci z czarnymi paskami zasłaniającymi oczy. Iga krzyknęła:
— Powiedz mu, że znak jest prawdziwy!
Potem rozległ się huk. Nie strzał — pękające szkło. Iga cofnęła się, uderzyła plecami w szklaną balustradę przy wewnętrznym atrium. Barierka, wcześniej przecięta niemal niewidoczną rysą, ustąpiła.
Nela zobaczyła, jak kobieta znika w ciemności pionu. Srebrna rybka z jej szyi odbiła światło jak łuska.
Kiedy przybiegł Adrian, ochroniarz już leżał nieprzytomny. Nie było konsultanta, nie było nagrania z kamer, nie było nawet plików ze spotkania. Została tylko Nela, która widziała za dużo, i Adrian, który po raz pierwszy wyglądał nie jak prezes, lecz jak człowiek, któremu ktoś wyjął serce i kazał podpisać protokół odbioru.
Policja przyjechała po dwunastu minutach. Inspektor Marta Sajno słuchała relacji Neli z kamienną twarzą.
— Pani twierdzi, że balustrada była naruszona wcześniej?
— Nie twierdzę. Widziałam linię cięcia.
— A nagrania z monitoringu tego nie potwierdzają.
— Bo zniknęły.
Inspektor spojrzała na Adriana. — W tej firmie znikają rzeczy bardzo wygodnie.
Tej nocy Nela wróciła do domu taksówką opłaconą przez spółkę. W windzie swojego bloku znalazła kopertę bez znaczka. W środku było zdjęcie jej ojca śpiącego w szpitalnym łóżku i karteczka: „Świadkowie żyją dłużej, kiedy zapominają”.
Zadzwoniła do Adriana, choć obiecała sobie, że nigdy nie będzie dzwonić do szefa po północy.
Odebrał od razu.
— Dostałam wiadomość — powiedziała.
— Proszę spakować najważniejsze rzeczy. Za dziesięć minut pod pani blokiem będzie samochód.
— Nie jestem pańską pracownicą po godzinach.
— Teraz jest pani jedyną osobą, której jeszcze nie kupili.
Za oknem zahamował czarny samochód. Nela pomyślała, że wsiadając, zdradzi własną zasadę. Potem spojrzała na zdjęcie ojca i zrozumiała, że zasady są luksusem ludzi, którym nikt nie grozi.